Przy okazji wczorajszych Urodzin, usłyszałam wiele życzeń, choć najczęściej powtarzane były te o zdrowiu.... bo wszystko w życiu ważne ale to zdrowie kurcze jednak najważniejsze...
Ostatnio nie pisałam bo tak jakoś się działo, dużo wszystkiego, niespokojne myśli krążące w głowie nie chciały zaistnieć w żadnej notce...
Listopadowa biopsja tarczycy w Łodzi... Moja w końcu się nie odbyła bo ostatecznie nie było potrzeby żeby ją zrobić... Mojej Mamie nie odpuścili... Przedświąteczne przygotowania zakłócało niepewne oczekiwanie na wyniki... Na szczęście wszystko dobrze:) Odetchnęliśmy z ulgą... Spędziliśmy spokojne święta...
A po świętach znów coś nowego... U Brata w głowie coś tam wykryto... Znów badania, rezonans, tomograf... oczekiwanie na wyniki... I znów chwilowa ulga bo nie jest źle... Na razie spokój ale trzeba tego pilnować... U Bratrowej w tym samym czasie szpital, plamienia, nerwy... Na szczęście 5 lutego Franek zawitał po drugiej stronie brzuszka cały i zdrowy...
Tak więc było nerwowo, niepewnie... I ten strach o bliskie osoby, oczekiwanie na coś co ma wpływ na całe Twoje życie...
Wiem, że niektórzy znają to bardzo dobrze, bo każdy w życiu ma swoje przejścia , problemy i niepokoje...
I tylko wniosek mi się taki nasunął, ze ważne w życiu są każde chwile, te małe i duże, czas spędzony z bliskimi, z Mężem, z córką... Bez narzekania na zmęczenie, pogodę i inne takie... tylko z uśmiechem na twarzy...
Optymistycznie takiej wersji własnie zamierzam się trzymać:)