... Czwarta Rocznica Ślubu... kwiatowa lub owocowa... jak kto woli. Lubię i kwiaty i owoce... I nasze Małżeństwo. I mojego Męża. I wszystko co jest z Nim związane. I jego komplementy za darmo. I oparcie, którym dla mnie zawsze był, jest i będzie. I wszystko co razem udało nam się stworzyć. I ten mały Wielki Cud, który Razem sprowadziliśmy na ten świat. I dziękuję za te wszystkie wspólnie spędzone chwile, te wcześniejsze i te już z białym papierkiem:)
Czas pędzi tak szybko. A wydaje się jakby to było wczoraj. Ten lekki stres, biała suknia na wieszaku, eleganccy goście, podniosła chwila, błysk w Jego oku... I wtedy tez była tak piękna pogoda jak dziś.
A dziś życzę sobie kolejnych wielu cudownych chwil spędzonych Razem. Zawsze i wszędzie! :)
Bo tyle jeszcze przed Nami:)
czwartek, 1 sierpnia 2013
środa, 17 lipca 2013
Udany dzień
Nie ma to jak usłyszeć rano z ust swojej prawie trzyletniej Córeczki, że "Moja Mama łana (ładna) jest".
Potem jeszcze pochwała od szefa, że się wykonało dobrą robotę i coś przyniosło efekty...
A na zakończenie dnia jeszcze randka z mężem, jakieś kino i kolacja... dzięki uprzejmości mojej Mamy, która gości u nas od soboty :) Oliwka przeszczęśliwa z Babusią a my korzystamy z wolnej chwilki, tej tylko dla Nas :) Tak, to zdecydowanie udany dzień...
Potem jeszcze pochwała od szefa, że się wykonało dobrą robotę i coś przyniosło efekty...
A na zakończenie dnia jeszcze randka z mężem, jakieś kino i kolacja... dzięki uprzejmości mojej Mamy, która gości u nas od soboty :) Oliwka przeszczęśliwa z Babusią a my korzystamy z wolnej chwilki, tej tylko dla Nas :) Tak, to zdecydowanie udany dzień...
wtorek, 16 lipca 2013
Odkurzony...
Ostatni wpis - 5 miesięcy temu... No nie no jak to tak, a miało być częściej, regularnie, i co by na duszy lżej... nie udało się. Teraz odkurzam... Wychodzę z mojego chwilowego zatrzymania, przepędzam zimowy marazm, brak weny i ogólne jakieś takie zniechęcenie.
Względny spokój u Nas. Życie toczy się swoim torem, miedzy pracą a domem, z chwila beztroski i pełnej śmiechu zabawy z Oliwką. Dziecko nam urosło nawet nie wiem kiedy. Rozgadało się. Od września dumnie pójdzie do przedszkola. I choć na początku będzie to pewnie trudny czas to jednak staramy się do tego dzielnie przygotować. Na placu zabaw Oliwka szybko nawiązuje kontakty i wszędzie jej pełno wiec jestem dobrej myśli. Będzie dobrze.
Urlop już za nami. I fantastyczne greckie wakacje też (ale może temu poświecę osobną notkę)
Małe porządki w naszym mieszkaniu. Przestawione, nowy mebel w myślach już zakupiony. I tylko jeszcze między wierszami rozmowy, że może jednak coś większego... I dylemat czy mieszkanie czy dom... I trudne decyzje do podjęcia... Mniej lub bardziej ale coś zdecydować trzeba :)
I trochę więcej zdecydowania sobie właśnie w myślach życzę:)
Względny spokój u Nas. Życie toczy się swoim torem, miedzy pracą a domem, z chwila beztroski i pełnej śmiechu zabawy z Oliwką. Dziecko nam urosło nawet nie wiem kiedy. Rozgadało się. Od września dumnie pójdzie do przedszkola. I choć na początku będzie to pewnie trudny czas to jednak staramy się do tego dzielnie przygotować. Na placu zabaw Oliwka szybko nawiązuje kontakty i wszędzie jej pełno wiec jestem dobrej myśli. Będzie dobrze.
Urlop już za nami. I fantastyczne greckie wakacje też (ale może temu poświecę osobną notkę)
Małe porządki w naszym mieszkaniu. Przestawione, nowy mebel w myślach już zakupiony. I tylko jeszcze między wierszami rozmowy, że może jednak coś większego... I dylemat czy mieszkanie czy dom... I trudne decyzje do podjęcia... Mniej lub bardziej ale coś zdecydować trzeba :)
I trochę więcej zdecydowania sobie właśnie w myślach życzę:)
wtorek, 12 lutego 2013
Szlachetne zdrowie...
Przy okazji wczorajszych Urodzin, usłyszałam wiele życzeń, choć najczęściej powtarzane były te o zdrowiu.... bo wszystko w życiu ważne ale to zdrowie kurcze jednak najważniejsze...
Ostatnio nie pisałam bo tak jakoś się działo, dużo wszystkiego, niespokojne myśli krążące w głowie nie chciały zaistnieć w żadnej notce...
Listopadowa biopsja tarczycy w Łodzi... Moja w końcu się nie odbyła bo ostatecznie nie było potrzeby żeby ją zrobić... Mojej Mamie nie odpuścili... Przedświąteczne przygotowania zakłócało niepewne oczekiwanie na wyniki... Na szczęście wszystko dobrze:) Odetchnęliśmy z ulgą... Spędziliśmy spokojne święta...
A po świętach znów coś nowego... U Brata w głowie coś tam wykryto... Znów badania, rezonans, tomograf... oczekiwanie na wyniki... I znów chwilowa ulga bo nie jest źle... Na razie spokój ale trzeba tego pilnować... U Bratrowej w tym samym czasie szpital, plamienia, nerwy... Na szczęście 5 lutego Franek zawitał po drugiej stronie brzuszka cały i zdrowy...
Tak więc było nerwowo, niepewnie... I ten strach o bliskie osoby, oczekiwanie na coś co ma wpływ na całe Twoje życie...
Wiem, że niektórzy znają to bardzo dobrze, bo każdy w życiu ma swoje przejścia , problemy i niepokoje...
I tylko wniosek mi się taki nasunął, ze ważne w życiu są każde chwile, te małe i duże, czas spędzony z bliskimi, z Mężem, z córką... Bez narzekania na zmęczenie, pogodę i inne takie... tylko z uśmiechem na twarzy...
Optymistycznie takiej wersji własnie zamierzam się trzymać:)
Ostatnio nie pisałam bo tak jakoś się działo, dużo wszystkiego, niespokojne myśli krążące w głowie nie chciały zaistnieć w żadnej notce...
Listopadowa biopsja tarczycy w Łodzi... Moja w końcu się nie odbyła bo ostatecznie nie było potrzeby żeby ją zrobić... Mojej Mamie nie odpuścili... Przedświąteczne przygotowania zakłócało niepewne oczekiwanie na wyniki... Na szczęście wszystko dobrze:) Odetchnęliśmy z ulgą... Spędziliśmy spokojne święta...
A po świętach znów coś nowego... U Brata w głowie coś tam wykryto... Znów badania, rezonans, tomograf... oczekiwanie na wyniki... I znów chwilowa ulga bo nie jest źle... Na razie spokój ale trzeba tego pilnować... U Bratrowej w tym samym czasie szpital, plamienia, nerwy... Na szczęście 5 lutego Franek zawitał po drugiej stronie brzuszka cały i zdrowy...
Tak więc było nerwowo, niepewnie... I ten strach o bliskie osoby, oczekiwanie na coś co ma wpływ na całe Twoje życie...
Wiem, że niektórzy znają to bardzo dobrze, bo każdy w życiu ma swoje przejścia , problemy i niepokoje...
I tylko wniosek mi się taki nasunął, ze ważne w życiu są każde chwile, te małe i duże, czas spędzony z bliskimi, z Mężem, z córką... Bez narzekania na zmęczenie, pogodę i inne takie... tylko z uśmiechem na twarzy...
Optymistycznie takiej wersji własnie zamierzam się trzymać:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)